niedziela, 29.maja.2011, 00:33
Powiadają, że czas leczy rany. Tak naprawdę, nie leczy, nie pozbawia bólu, ale pozwala się od niego przyzwyczaić, może nawet zapomnieć. Myślę, że mogę powiedzieć, że czas pozwolił mi zapomnieć wiele rzeczy. Tak dokladnie, że mimo tego, że czuję jakiś dyskomfort wobec pewnych osób, miejsc czy zdarzeń, to do końca nie potrafię odgadnąć dlaczego. Chciałam tyle zrobić w  życiu. Pamiętam całą paletę planów i marzeń. Teraz czuję się trochę jakbym miała zwiażane ręce. Przytłoczona uciekającym czasem i brakiem możliwość robienia tego co bym chciała. SMutne a jakże prawdziwe.
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Fieber...|||

wtorek, 20.października.2009, 17:41





FIEBER...||||


cisza... nie dowiesz się nic.
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

xxx

czwartek, 14.maja.2009, 22:52
"Patrząc przez blaszany wir, spodziewałem się ujrzeć wątłą naturę ludzkości a dostrzegłem zarys nieludzkiego życia.
W gęstwinie obłoków zwątpienia tlące się dusze bezgłośnie błagające o światło, o cień, łzę, chwilę wzruszenia, jedno słowo. A wywalczyć mogły je jedynie podłością i nędzą---"

(S.S.Gothan)
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Ludzką wrażliwość i skłonność do współczucia lub jakiegokolwiek zainteresowania nieszczęściem drugiej osoby jest porównywalna z wrażliwością zaskrońca -nie obrażając czcigodnego zwierzęcia. Żył kiedyś pewien stary człowiek, o jego przeszłości niestety zbyt wiele nie wiadomo. Mieszkał w jednej z tych przedwojennych kamienic, zbudowanej z czerwonej cegły. Nie miał rodziny, a jeżeli już jakąś miał to zapewne nie interesowały nikogo losy starca. Mieszkał sam, odizolowany od świata. Z nikim nie rozmawiał, nikt go nie odwiedzał. Czasami tylko, kiedy mu na to siły pozwalały, wychodził gdzieś i szedł w stronę centrum. Oczywiście nikt nie wiedział, w jakim celu się tam udaje a na pewno już nikogo nie interesowało, kiedy owy starzec ma zamiar wrócić. Tak mijały tygodnie, zamieniając się w miesiące, które z kolei jak to już w naturze bywa dodawały do kalendarium kolejne lata. Każdy żył swoimi sprawami ewentualnie sprawami sąsiada, co się częściej zdarzało (tak widocznie mentalność tamtejszych ludzi wyglądała). Nikt tylko nie interesował się losami biednego staruszka, który mógł jedynie od czasu do czasu liczyć na uwagi (ogółem niecenzuralne) od miejscowych przedszkolnych łobuzów. Minęła zima a po niej przyszła z wielkim trudem wiosna. Z trudem, dlatego, że pierwsze lody stopnieć zechciały dopiero pod koniec kwietnia, dając odrobinkę wytchnienia próbującym od kilku miesięcy wybić się na wolność przebiśniegom. Tak, więc wiosna aczkolwiek późna nie ociągając się uporała się ze wszystkimi porządkami tak, że w czerwcu już kalendarzowe lato mogło w progi zajść spokojnie. Wtedy zauważono pewna zmianę w otoczeniu "czerwoniaków". Mianowicie, coś przykuło uwagę nie tylko miejscowych, ale również przechodniów. Nie trudno było zresztą zauważyć, a raczej poczuć dość osobliwego, nieprzyjemnego zapachu, jaki unosił się w okolicy. Wszyscy zaczęli się zastanawiać cóż mogło być przyczyną owego fetoru, który terroryzował każde żywe stworzenie posługujące się nosem. Owemu zjawisku zapachowemu towarzyszyło pojawienie się niezliczonej chmary owadów potocznie końskimi muchami zwanymi, które miały niecenzuralną skłonność do nastręczania się wszystkiemu, co żywe a w szczególności ludziom. Pierwsze podejrzenia o akt terroryzmu wonnego padły na pobliski kanał ściekowy, który w swej wiekowej historii miewał już niejeden przypadek uprzykrzania się mieszkańcom swoimi nagłymi i niespodziewanymi wylewami. Pomimo usilnych starań służb specjalnych i efektownym zabiegom podtrzymującym ów pomnik życia, odoru zapierającego dech w piersiach usunąć się nie dało. Powód mógł być tylko jeden. To nie była wina kanału. Kolejną ofiarą kumowych spekulacji padł sąsiad, który w podejrzany sposób odprowadzał różnego rodzaju nieczystości ze swej posesji. Ten trop również okazał się fałszywy.
Pewnego dnia jedna z zamieszkujących kamienicę starsza pani zauważyła długą nieobecność swego starszego sąsiada. Ponieważ lato rozgościło się już na dobre, wszyscy doszli do wniosku, że musiał przeprowadzić do rodziny.
Dni stawały się coraz gorętsze. Z powodu bezlitosnego upału większość sąsiadów wybrała mało wonne powietrze od duszenia się we własnych domach. Do takiego wniosku doszła pani z pierwszego piętra otwierając wszystkie okna na oścież. Mieszkańcy kamienicy zdążyli się pogodzić z katastrofą i powoli wracali do swoich starych nawyków tudzież przesiadywania przed klatką. Jeden tylko mieszkaniec owej kamienicy zainteresował się głębiej sprawą wszechogarniającego fetoru. Była to miła pani starszego wieku, która zauważyła nieobecność swego sąsiada. Mimo zapewnień swych współlokatorek nie poprzestała tylko na domysłach. Postanowiła skontaktować się z rodziną staruszka. Nie wiadomo narratorowi jak tego dokonała, co chyba na zawsze pozostanie tajemnicą, ale zdołała dotrzeć droga telefoniczną do członka rodziny „zaginionego”. Dowiedziawszy się, że staruszek nie przebywa obecnie u swej nielicznej i mało chętnej ku temu rodzinie poczęła łączyć ze sobą zawiłe poszlaki tej dziwnej intrygi.
Zniknięcie sąsiada, nagłe plagi muszych stręczycielek i niezliczone hordy kruczego ptactwa oblegające kamieniczne ogrodzenie, musiały być ze sobą powiązane! Minął dzień, a za nim nastąpił kolejny. Starsza pani nie przestawała myśleć o tej zawiłej sprawie, aż w końcu zdecydowała się na drastyczny krok. Zawiadomiła policję! Jakież było zdziwienie sąsiadów, gdy przed czerwoniakiem stanął policyjny dyliżans. Po krótkich oględzinach i spisaniu mało jasnego protokołu policja, przekonana kilkoma głębokimi wdechami, stwierdziła konieczność otwarcia drzwi nieobecnego mieszkańca. Gdy tylko drzwi roztwarły przed nieproszonymi gośćmi swe tajemnicze wnętrze, niebywała jasność rozległa się i uderzyła z całą mocą w najbliżej stojącego policjanta, który przytłoczony esencją zapachu, zamroczony musiał być wyniesiony przez kolegów na „świeże” powietrze. Kolejni śmiałkowie kończyli podobnie. Już wiadomo było przynajmniej, co było przyczyną tak szybkiego wzrostu populacji Musca domestica.
Bynajmniej nie był to piecyk pozostawiony samotnie przez właściciela. Właściciel, bowiem leżał obok. A w zasadzie ogólnie to ujmując, to, co z niego zostało.
Roztwarto wszystkie okna w mieszkaniu i postanowiono poczekać na przyjazd karetki pogotowia w celu potwierdzenia zgonu jakby tego nie było na pierwszy rzut oka widać (a raczej na jeden głęboki wdech). Gapiów przybywało. Gdyby nie funkcjonariusze milicji, prawdopodobnie wleźliby do środka zgłodniali atrakcji, by pomimo smrodu rzucić okiem na przyczynę takiego zamieszania. Najlepsze miejsce przypadło lokatorce z pierwszego piętra, której okna wychodziły bezpośrednio nad wejściem do kamienicy i tuż nad mieszkaniem staruszka. Przypatrywała się z wrodzoną ciekawością działaniom pogotowia i policji bijąc przy tym niemiłosiernie starą ścierą bogu ducha winne muszki, starające się ukryć przed niezwyciężoną falą odoru w głębi domu. Przyszedł czas na oględziny pogotowia. Z ambulansu wyszła młoda, dzielna pani lekarz i raźnym krokiem wstąpiła w progi dantejskiego przybytku wonnego, z którego zresztą po chwili wypadła jak poparzona. Umysł zmącił jej się na chwilę, lecz po kilku minutach była gotowa (już z nieco mniejszą pewnością) zmierzyć się raz jeszcze z wyzwaniem Z apteczki wyjęła kawałek ligniny i polała jej bliżej nieokreślonym płynem, po czym szybko wskoczyła w progi kamienicy. Tym razem spędziła tam kilka sekund dłużej. Zdążyła wpaść do mieszkania, rzucić szybko okiem na niekształtność leżącą pośrodku pokoju, po czym wyskoczyła przez okno i pomknęła z powrotem do ambulansu. Za nią niespiesznie z kamienicy wyszła sąsiadka z kanapką i ogórkiem. Rozejrzawszy się dookoła wypełzła na ulicę i przyglądając się z daleka, poczęła konsumować. Zapadła decyzja o wyniesieniu zmarłego. Funkcjonariusze zwlekając jak najdłużej zaczęli obrzucać się owym obowiązkiem przytaczając najróżniejsze, bardziej lub mniej sensowne argumenty. W końcu jednak pozbyto się ciała, które wynoszone ze swego dotychczasowego grobowca wzbudziło powszechną sensację wśród dzieci do lat 15. Nakazano palić jałowiec w celu pozbycia się złych duchów według starych dewotek lub też trupiego jadu według całej reszty społeczeństwa. Tak też tajemnica zniknięcia staruszka spod 3, 11 plagi egipskiej i inwazji wszędobylskich much została rozwiązana a mieszkańcy mogli spokojnie wrócić do swoich spraw i nie tylko swoich.
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Abey?...just another crimson rider..

poniedziałek, 4.sierpnia.2008, 22:40
Wirujący piasek dokuczał coraz bardziej. Był chyba wszędzie! W butach, w spodniach, za kołnierzem, i w nosie, drapał w oczy i strzelał w zębach. Słońce paliło niemiłosiernie od świtu do zmierzchu. O zmierzchu stawało się coraz zimniej, tak że czasami wydawać mogło by się że zaraz zacznie padać śmieg. Ale to tylko złudzenie. Nikt przecież nie mówił, że przejście przez wschodnią bramę będzie łatwe? Szkoda, że nikt nie dodał, że jest nią pustynia.
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

...

poniedziałek, 21.kwietnia.2008, 22:15
Otworzywszy oczy, poczujesz uderzenie jaskrawego słońca.
Zatopisz się w ciszy otulającej twe ciało miekkim spokojem.
Myślami odpłyniesz w nieznane nikomu odmęty
I dryfując na potulnych falach marzeń, nieuronisz nawet jednej łzy
za światem, który zostawiasz za sobą.
Utkany z bladych promieni świtu całun
okryje twe dawne oblicze.
I choć zapomnienie przysłoni Ci twarz,
wiecznym wspomnieniem się staniesz,
filarem odwagi.
Jednym z niewielu, któremu udało się odejść bezboleśnie...

(S.S.G)


(Saem...)
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

...

niedziela, 2.grudnia.2007, 18:49
Czasami trzeba zamknąć oczy, by móc cokolwiek dostrzec...
Czasami wystsarczy jedno słowo by zaknąć w pudełku cały świat...
Czasami by zostać przyjacielem trzeba być najpierw wrogiem...
CZasami by zobaczyć Słońce trzeba wiele dni pozostawać w mroku.
Czasami chwila staje się zbyt długa...
Czasami przebaczenie przychodzi wraz z pierwszą łzą...
Czasami pozostajemy ludźmi na trochę dłużej...
Nigdy nie mamy prawa sądu wobec innych,
Zawsze sądzimy według naszego punktu widzenia.



(Saem...-to co zdaje się być prawdą, często bywa złudne...)
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

pyk...

środa, 16.maja.2007, 23:18
Niewiedza granicząca z nieświadomością i poczuciem głębszej wartości obranej ulotnej ideologii, której przeznaczeniem jest zawisnąć w przestrzeni ,po stronie przeszłości ,na rzecz przetrwania jeszcze kilku lat w dzikiej dżungli zawiłego korytarza ,w labiryncie świata...
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

czwartek, 29.marca.2007, 21:53
czas...uporczywie staramy się dogonić coś co zdaje nam się ,że tracimy....a może nie zdaje nam się?
siła... tak wiele siły potrzeba by odnaleźć siebie każdego dnia.
wiara... czy jest czy jej brak, i tak jeden segment układanki będzie zawsze pusty...
nadzieja...potrafi budować, pomaga przetrwać, w umyśle odosobnionym kreuje degradacje...
miłość?...
czas...tak wiele i tak niewiele niewypowiedzianych słów w tak wcale dużym okresie czasu.
zagrajmy w życie...
Gdzie się podziała moja kostka do gry??
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

...nic...?

piątek, 9.lutego.2007, 10:45
"Śniłeś mi się dzisiaj, a w tym śnie byłeś Aniołem, który rani moje serce i zasklepia rany łzami. "
Czas pokazuje nam brutalnie nasze błędy z przeszłości...Jeśli myślisz ,że nie będziesz miał/a wyrzutów sumienia, to sie mylisz. Kiedyś na pewno przyjdą. Przepraszam.

"Czas nie leczy ran. Uczy nas przyzwyczajać się do bólu..." (S.S Gothan)


(Saem...)
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Skrzydroplan

poniedziałek, 29.stycznia.2007, 22:48
Kocham te moje duże dzieci:)
***
[*][*][*][*][*]
***
Seryjny przeszedł pierwszy atak sadomasochistycznego dręczenia swojego ciała za pomocą za dużych, żle dopasowanych i zapiętych łyżew. Poranione kostki, obite kolana, posiniaczone łydki, to wszystko czego mu brakowało od tak dawna...a zaczynał już powoli lubić swoje ciało...

Moja schizofrenia zaczyna się objawiać w śmieszny sposób:)...mam głupkowate urojenia słuchowe...:P i "dziwniejsze" sny..

a może tym razem wyrzucić to przez okno?...obok kawałków szkła z potłuczonej szklanki...

Została rano porażona przez promienia słońca, które nie powinno tak jasno świecić zważywszy na miesiąc i to że Ktoś może czytać książkę w oknie. Co chwila wychylało się zza chmury i bezczelnie pokazywało język by potem schować się z powrotem za chmure i udawać ,że nic się nie stało. Chamstwo!!! I jak sie tu mozna skupić na czymkolwiek? Jedna z moich osobowości jest tym zdruzgotana...


pozdrowienia dla mojej Sabinki za dolaczonymi podziekowaniami za wczesniejsze pozdrowienia od niej :*:*:*:*:
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Dla L...

piątek, 29.grudnia.2006, 00:12
Tak wiele trzeba żeby zatrzymać się na chwilę i popatrzeć w niebo, tak wiele trzeba by zaistnieć przez chwilę, tak wiele by zapomnieć, tak wiele by wybaczyć, tak niewiele by pokochać...

Jest taka siła która sprawia, że widzimy nagle świat inaczej niż zwykliśmy.
Jest taka siła, która mówi nam, że już czas...na zmiany.
Jest taka siła, która sprawia, że potrafimy pokonać każdą przeszkodę.
Jest taka siła, która skłania nas do robienia rzeczy szalonych.
Jest taka siła, z pozoru niepozorna...nietrwała, ulotna, a jednak tak żywa i rozpalające serce.
Jest taka siła, która daje nam powód by dalej iść...


M vel L:*
(Saem...)
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

...

czwartek, 28.grudnia.2006, 22:03
-nie lubię siebie...
-też coś, ja siebie nienawidzę...
-dlaczego?
-Kocham Cię...
-wiem...ale to nie powód?
-nie...Kocham Cię
-dlaczego?
-nie wiem..bo jesteś...?



(Saem...)
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Czy mogę poprostu umrzeć? Czy mogę położyć się i usnąć tak zwyczajnie, i wiecznie śnić, nie obudzić się już więcej. Nie czuć bólu, nie słyszeć słów, które wbijają się głęboko w serce i umysł. Zapomnieć, o wszystkim, otoczyć się nicością. W nicości nic nie jest ważne. Czy mogę zamknąć oczy i nie musieć otwierać ich znowu. Czy mogę nie patrzeć już na to co mnie rani? Mogę?... Ból jest jednym z wiernych towarzyszy człowieka. Przez całe życie, nic nie będzię tak trawałe i wierne jak ból. Nieodłoczna część życia...więc, by nie czuć bólu...

(Saem...)





Kocham ta piosenkę...i tego faceta:)
Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
"Czas to tylko złudzenie wymyślone przez człowieka. Bo nie potrafił się odnaleźć we własnym świecie. A ja jestem poza czasem. Poza wszytkim co mnie otacza. Jestem w nadprzestrzeni własnych mysli. Wszystko widzę własnymi oczami. Nie tak jak chcą tego innni. To ja patrze i ja nierozumiem na swój sposób. Nie myślę schematycznie, tak jak nas uczono.
Spoglądaj na ludzi z szacunkiem i ciekawością dziecka, nie okiem lekarza, wroga, człowieka.To sprawai, że ludzie ufają a nie uciekają przed Tobą. Świat się nie zawali jeśli uśmiechniesz sie do kogoś bez powodu. Do nieznajomego mijającego Cię na ulicy. Myśli- wizja odebrana ze "świata", którą przetwarza wyobraźnia. Nie rozumiem tego świata. Coś jest nie tak z moją wyobraźnią. Nie tak-inaczej- nie rozumiem tych ludzi...Coś nie tak jest z tym światem...
Co powiesz na budzenie się każdej nocy i pisanie wierszy? to może wybierzemy się na spacer przy świetle księżyca? Nie?...no tak, przecież musisz iść jutro do pracy...-zatracamy się w...w czym?
-Kocham Cię ale chyba nie tak jakbyś tego oczekiwał. Kocham Cię jak dziecko kocha pierwszy znaleziony przez siebie kasztan. Kocham jak kwiatki kochają słońcę, jak jak...Kocham Cię tak jak kocham świat. Jak nie kocha go nikt!
-Dlaczego?
-Bo czar świata złożony jest z czystych przypadków. Mówią, że wszysko ma jakiś określony sens, porządek, przeznaczenie z góry wyznaczone przez los-bzdura. Szczęście to przypadkowe chwile, które wpadają nam w ręce jak płotki do sieci rybaka. Nie da się z góry zaplanować szczęścia. Miłość? Ktoś kiedyś powiedział, że jest to sen wariata. Jesli to sen, to nie chce się obudzić. Jestem szaleńcem, który uśmiecha się do ludzi stojących na przystanku. Im bardziej się na mnie patrzą tym szerzej się uśmiecham.
-Czym jest świat?
-Świat jest snem.
Koszmarem jest sen bez miłości?...
Jeszcze raz. Czym jest szczęście? Bo ludzie nie wiedzą jak się przeżywa chwilę.
-I znów się zaczyna...
Poprostu. Nie ma w tym żadnej złożoności. Widzisz w tym coś złego? zatrzymać się na chwilę, stanąć bez ruchu na środku ulicy, spojrzeć w niebo i przeżyć chwilę? Taką małą chwilę. Jedną z tysiąca nie przeżytych chwil?...Nie uciekaj przed życiem. Powąchaj rano liście skropione rosą..."

Fragment z cyklu " Bijąc się z własnymi myślami" (S.S.G)

(Saem...)

Zmutowane brokuły z kosmosu ATAKUJĄ!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.